W spółkach węglowych muszą wiedzieć, ile węgla mają wydobyć w kolejnych latach - wskazywano podczas XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Prezes JSW podkreślił, że w górnictwie trzeba wrócić do płacenia za robotę.
Marta Jarno, dyrektor Departamentu Analiz Ministerstwa Przemysłu przyznała na wstępie, że polskie górnictwo jest w fatalnym stanie.
Problemem są też obecnie zwały miałów węglowych, będące konsekwencją chaotycznie realizowanego importu za czasów poprzedniego rządu.
- Mamy też bardzo ważne problemy do rozwiązania po poprzednikach, jest kwestia notyfikacji umowy społecznej - wskazała Marta Jarno, powiedziała na debacie "Węgiel, system, bezpieczeństwo" w ramach XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
Marta Jarno, dyrektor Departamentu Analiz Ministerstwa Przemysłu (fot. PTWP)- Prawda jest taka, że dotujemy to górnictwo nielegalnie obecnie. Trzeba notyfikować pomoc dla górnictwa jak najszybciej, żeby Komisja Europejska nie powiedziała: "oddajcie te pieniądze, bo była to nielegalna pomoc publiczna". Dobrze, że kancelaria brukselska pracuje teraz nad tym. Mamy nadzieję, że zostanie to przeprocedowane i pozostaniemy "na czysto" z tym tematem - zaznaczyła Marta Jarno.
Wskazała również, że będą postępować prace nad modelem racjonalnego wykorzystania węgla z polskich kopalń i żeby nie było problemu niekontrolowanego importu węgla oraz by nasze kopalnie miały zbyt.
Przypomniała też, że w umowie społecznej dla górnictwa zapisano, że odchodzenie od wydobycia węgla kamiennego energetycznego w Polsce ma nastąpić do 2049 roku i będziemy się trzymać tego harmonogramu wynikającego z umowy społecznej.
- Rzeczywiście problem zwałów istnieje - mówił Leszek Pietraszek, prezes Polskiej Grupy Górniczej.
- To nie jest tylko problem PGG. Ten problem jest głębszy, dotyka też energetyki. Od razu chcę uspokoić: nie zakładamy wysyłania górników na postojowe. Już zmniejszyliśmy parametry PTE (Planu Techniczno-Ekonomicznego – dop. red.). I analizujemy sytuację pod kątem kolejnych korekt. Zmniejszamy wydobycie, aby wydobywać tyle, ile możemy zbyć. W 85 procentach są zwały zapełnione w PGG - wskazał Leszek Pietraszek.
Leszek Pietraszek, prezes Polskiej Grupy Górniczej (fot. PGG)Zaznaczył też, że spółka monitoruje rynek i pracuje nad planem kryzysowym, aby w razie potrzeby mogła składować węgiel na zewnętrznych zwałowiskach.
Adam Rozmus, zastępca prezesa zarządu ds. technicznych i operacyjnych Jastrzębskiej Spółki Węglowej wskazał, że poziom wydobycia w spółce w tym roku będzie inny, niż zaplanowano wcześniej z uwagi na pożary na kopalniach. Zatem ma nastąpić przeorganizowanie robót korytarzowych, aby spadek produkcji był w tym roku możliwie jak najmniejszy i praktycznie niezauważalny w latach 2025, 2026.
- Należy w górnictwie wrócić do płacenia za robotę. Temat nie jest łatwy, natomiast liczę na zrozumienie strony społecznej - zaznaczał Rozmus.
- Najtrudniejszy problem do rozwiązania to kwestie płacowe. Jesteśmy w sporze zbiorowym, przed nami mediacje. Myślę, że znajdziemy rozwiązanie - przyznał.
Adam Rozmus (fot. PTWP)Zwrócił też uwagę, że łatwiej jest działać, kiedy produkt jest oczekiwany przez rynek. - Im więcej go damy, tym lepszy wynik zrobimy - podkreślił.
Warto przy tym pamiętać, że Jastrzębska Spółka Węglowa wydobywa węgiel koksowy potrzebny do produkcji stali. A stal jest niezbędna chociażby w prowadzeniu transformacji energetycznej.
Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki podkreślił, że sytuacja w górnictwie od co najmniej dziesięciu lat jest funkcją niepodejmowania istotnych decyzji porządkujących tę branżę.
- Wskaźniki kopalń, które powinny rosnąć malały, a te, które powinny maleć – rosły - wskazał Janusz Steinhoff.
- Ta branża była fatalnie zarządzana, nie respektowano zasad ekonomii. I mimo, że ceny węgla kształtowały się dość korzystnie, to branża pogrążała się w marazmie. A wydajność pracy w kopalniach górnośląskich spadała. Około 60 proc. kosztów to koszty osobowe w górnictwie. Zatem przy tak niskiej wydajności rzędu poniżej 600 ton rocznie na pracownika w Polskiej Grupie Górniczej trudno oczekiwać dobrych wyników - zaznaczył Janusz Steinhoff.
Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki (fot. PTWP)I wskazywał, że utrzymywanie nierentownych kopalń o najwyższych kosztach wydobycia ma też negatywny wpływ na położenie tych kopalń, które są bardziej perspektywiczne.
- Myślę, że polskie górnictwo ma szanse jeszcze jakiś czas funkcjonować - mówił Janusz Steinhoff. - Pod warunkiem, że będzie ono dobrze zarządzane i że pojawi się program, który będzie realizowany ponad politycznymi podziałami. Apeluję o odpowiedzialność klasy politycznej - podkreślił Janusz Steinhoff.
Zaznaczył również, że Unia Europejska nie nakazuje Polsce likwidacji kopalń.
- To nasza suwerenna decyzja. UE pilnuje tylko stosowania się do przepisów prawa unijnego dotyczącego pomocy publicznej. Trzeba odejść od populizmu i zaklinania rzeczywistości, przedmiotowego traktowania górników poprzez prezentację działań, które nigdy nie mają fazy wykonawczej i trzeba przygotować realny program dla branży - wyliczał Janusz Steinhoff.
- Moim zdaniem umowa społeczna jest nie do utrzymania, bowiem ona nie uwzględnia wyzwań związanych z transformacją polskiej energetyki. Rząd powinien przyjąć stanowisko, w którym będzie gwarantował wszystkim górnikom zatrudnienie, co nie znaczy, że nie należy uruchomić programów dobrowolnych odejść, co otworzyłoby drogę do likwidacji trwale nierentownych kopalń. Na dłuższą metę utrzymywanie trwale nierentownych kopalń jest dla branży szkodliwe, bowiem ogranicza to inwestycje w dobrych kopalniach - zaznaczył Janusz Steinhoff.
Prezes PGG Leszek Pietraszek przyznał, że wydajność rzeczywiście jest niska i spada. Zaznaczył przy tym, że górnictwo nie funkcjonuje w próżni. Zatem niezwykle istotne jest doprecyzowanie przyszłego zapotrzebowania na węgiel ze strony elektroenergetyki. Kwestia dookreślenia poziomu zapotrzebowania w kolejnych latach jest bardzo ważna. Prezes Pietraszek podkreślił, że jego spółka musi się zmagać z rozjazdem między kosztami działalności, które wzrosły, a przychodami, które zmalały.
- Nie chcemy działać nerwowo - zaznaczył Leszek Pietraszek.
- Jesteśmy w kontakcie z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi, jesteśmy w kontakcie z klientami, żeby określić zapotrzebowanie na węgiel. Chciałbym "się tu skalibrować" przynajmniej na najbliższe cztery, pięć lat. Oglądamy każdą złotówkę cztery razy, aby ją jak najefektywniej wydać. Rozmawiamy z naszymi dostawcami, żeby odrobinę taniej nabywać niektóre rzeczy. Pracujemy też nad tym, żeby większość prac wykonywać siłami własnymi i żeby wykorzystać doskonałe kwalifikacje naszych pracowników. Jest też kwestia analizy naszego wydobycia. Staramy się przesuwać środki inwestycyjne w te miejsca, by przyniosły jak najlepszą efektywność - zaznaczył Leszek Pietraszek.
Adrian Sienicki, wiceprezes zarządu ds. grupy kapitałowej w Węglokoksie wskazał, że firma obserwuje trend związany z dekarbonizacją. Natomiast jednocześnie monitoruje również rynki międzynarodowe, także poza Unią Europejską.
Adrian Sienicki, wiceprezes zarządu ds. grupy kapitałowej w Węglokoksie (fot. PTWP)- Zajmujemy się także hutnictwem, a nasza strategia handlowa zakłada też otwarcie się na rynki zagraniczne - mówił. Wskazał, że obecnie mamy na polskim rynku olbrzymią nadpodaż miałów węglowych, co jest konsekwencją importu surowca za kadencji poprzedniego rządu.
Moderatorami debaty byli: Karolina Markowska, dziennikarka PulsHR.pl oraz Tomasz Nieć dziennikarz portalu WNP.PL.
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie