- Firmy naszego pokroju są „cichą ofiarą” wszystkiego, co widzimy nie tylko w mediach (rolnicze protesty, blokady dróg). Liczymy, że rząd choć trochę nas wesprze w niezawinionym przez nas problemie - ma nadzieję Józef Seidel, członek zarządu i dyrektor marketingu w firmie Mandam.
Jakie inwestycje podjęli Państwo w ostatnich 3 latach, a jakie podejmiecie czy rozważacie w horyzoncie 5-letnim?
- W ostatnich 3-4 latach dość mocno inwestowaliśmy w rozwój firmy - ze względu na to, że były takie potrzeby: koniunktura i liczba sprzedawanych maszyn wskazywały, że musimy się rozwijać.
Po pierwsze: wybudowaliśmy drugą linię malarni proszkowej. Do tego powstała bardzo duża śruciarnia, która znacząco przyspieszyła proces produkcyjny (całe wielkie ramy są teraz śrutowane w jednej kabinie); działa to znakomicie! Zakupiliśmy też działkę pod budowę kolejnej hali produkcyjnej, zlokalizowaną po sąsiedzku, zatem powiększyliśmy obszar zajmowany przez naszą firmę.
Ta ostatnia inwestycja była związana z tym, co zaplanowaliśmy na najbliższe 2-3 lata, czyli budową dużej, bo o powierzchni niemal 3 tys. m2, hali produkcyjnej, która miała być magazynem stali, jak również miejscem, w którym miały się znaleźć urządzenia do wstępnej obróbki stali, a więc piły, wycinarki laserowe itd. Projektowaliśmy wzniesienie hali przygotowawczej do dalszej produkcji - taki był nasz plan i układ zakładu po budowie. Ale ten ostatni etap został wstrzymany ze względu obecną sytuację naszej branży… Dziś inwestycja nie jest realizowana.
Był też pomysł na Przemysł 4.0 i dział badawczo-rozwojowy, który mieliśmy również uruchomić - po części ze względu na przystąpienie do Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej; to było jakieś 3-4 lata temu: w ramach tego projektu jednym z warunków współpracy stało się właśnie stworzenie takiego działu w firmie. To też - na razie - zostało wstrzymane, bo niestety na razie nie zanosi się, by w najbliższym czasie znalazły się na to pieniądze…
Józef Seidel, członek zarządu i dyrektor marketingu w firmie Mandam (fot. Karol Hołownia/Farmer/PTWP)
Które z rodzajów inwestycji – w Państwa ocenie – powinny czy mają szanse wieść prym w naszej gospodarce nadchodzącym 5-leciu - i dlaczego?
- Na pewno Przemysł 4.0. Formy automatyzacji produkcji i wszystko, co z tym związane, będą się rozwijać, jeśli oczywiście na przykład nie „gruchnie” coś niespodziewanego ze Wschodu.
My bardzo chcieliśmy zainwestować w infrastrukturę – to był nasz główny cel; chcieliśmy poprawić naszą wydajność i warunki pracy. Oto powody, dla których chcieliśmy się rozwijać - i mogę je też wskazać jako główne czynniki, w których odnotujemy postęp (jeszcze pół roku temu powiedziałbym: w najbliższym czasie). Teraz jednak ogólna atmosfera troszkę sprzyja pesymizmowi i wrażeniu, że w tym momencie raczej to wszystko nie będzie się rozwijać, lecz doświadczymy stagnacji.
Kwestie dotyczące inwestycji w rozmaitych wymiarach krajowych i międzynarodowych znajdą również szeroki rezonans w licznych sesjach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (7-9 maja 2024 r.) Zapraszamy! Szczegóły - na stronie EEC
Jakie bariery inwestycyjne w przypadku pana firmy i branży konkretnie wchodzą w grę? Które ze (wspomnianych) "spowalniaczy" w odniesieniu do gospodarki i PKB mają charakter przewlekły czy strukturalny, a które mają spore szanse na relatywnie szybkie, postępujące uśmierzanie?
- Na pewno problemem są koszty inwestycji – choćby nawet te planowane. Przykładowo - inwestycja, do której zaczęliśmy się przymierzać jeszcze 3 lata temu i wycenialiśmy wówczas koszty budowy: to, co wiemy teraz na temat wzniesienia hali i jej wyposażenia wskazuje, że zwyżka kosztów sięgnęłaby nawet 40 proc… A zatem wysokie koszty inwestowania bezwzględnie mają wpływ na to, że w tej chwili musimy zwolnić tempo inwestycji; to główna bariera.
Poza tym przeszkodą pozostaje sytuacja makroekonomiczna - skrajnie niepewna. Pracuję w branży 18 lat - bywało różnie, ale tak jak teraz jeszcze nie było… W tej chwili to po prostu walka o byt i przetrwanie, a nie o realny rozwój firmy.
Sumując: wysokie koszty i niepewna sytuacja makroekonomiczna zdecydowanie mają wielki wpływ na inwestycje w naszej firmie.
Popyt na maszyny rolnicze jest w tej chwili oczywiście zdecydowanie mniejszy niż w ubiegłym roku o tej samej porze. Szacujemy, że to spadek rzędu 30 proc. rok do roku w I kwartale (lata 2023-2024). Ten gorszy popyt wynika, rzecz jasna, przede wszystkim z sytuacji związanej z cenami zbóż i tego, co się dzieje na Wschodzie; jest pochodną tych czynników.
Każdy ze "spowalniaczy" kiedyś minie… My też – jako ludzie – przystosowujemy się do nowych warunków i uczymy się radzić sobie. Jeśli koniunktura się poprawi i w branży rolniczej wróci dobry popyt na maszyny, to myślę, że nawet wysokie koszty inwestycji jesteśmy w stanie "ogarną"…
Inaczej: dzisiaj przy tak wysokich kosztach, jakie mamy, ale sprzedaży takiej, jak w ubiegłym roku o tej porze – dalibyśmy sobie radę bez najmniejszego problemu. Kłopot w tym, że sprzedaż jest jaka jest - i w tym momencie koszty nas dobijają.
Jak oceniają Państwo dostęp do proinwestycyjnego finansowania bankowego i instrumentów rynku kapitałowego - z poziomu własnego przedsiębiorstwa (które źródła finansowania inwestycji Państwa firma preferuje), ale i rozwoju tego rodzaju systemu w naszym kraju?
- Nasza firma ciągle szuka dofinansowań unijnych - i tego mocno pilnujemy. I jeśli tylko nadarza się okazja: czy to dofinansowania budowy, innego rodzaju rozwoju przedsiębiorstwa, produktów czy chociażby szeroko pojętego marketingu, to chcemy z tego korzystać.
Drugą formą finansowania, jaką staramy się pożytkować, jest rozwiązanie z Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Tu też - spełniając pewne warunki - możemy liczyć na zwrot określonej wartości inwestycji.
Te dwa elementy sprawiają, że mamy łatwiejszy dostęp do finansowania inwestycji.
Fabryka firmy Mandam, W planach pozostaje zwiększenie automatyzacji produkcji i wejście w Przemysł 4.0. Na razie jednak te plany są wstrzymane... Fot. Karol Hołownia/Farmer/PTWP
Jak Państwo oceniają proinwestycyjne inicjatywy rządu w ciągu minionych ośmiu lat – ich rezultaty w realnej gospodarce? Co tu szczególnie warto wymienić – pochwalić, a co skrytykować?
- Na dobrą sprawę większość decyzji, które zapadały, była na niekorzyść przedsiębiorstw takich jak nasze - pomijając kwestię wsparcia covidowego, bo to sytuacja wyjątkowa - wówczas te dofinansowania bardzo pomogły. Do tej akurat sytuacji absolutnie nikt nie był w stanie się zawczasu przygotować - na te restrykcje i spowolnienie produkcji. Finansowanie (pożyczki i inne formy) bardzo nam pomogły - i co do tego nie ma żadnych wątpliwości.
W kwestiach "pozacovidowych" natomiast gros decyzji nie służyła korzyści firm – najczęściej były one kolejnym obciążeniem finansowym dla przedsiębiorstwa (mam tu na myśli m.in. zmiany podatkowe, dodatkowe składki czy podniesienie opłat za grunty).
Czy zmiana rządu stanie się zachętą do inwestowania? Czy - pana zdaniem - nowa władza jest dobrze przygotowana do wyzwań gospodarczych i jej pomysły do tej pory dobrze rokują dla inwestycji i wzrostu PKB?
- Byłem przekonany, że tak. Ale obecny stan rzeczy w branży oraz liczba protestów i różnego rodzaju zamieszania wokół, powoduje, że dzisiaj mam trochę wrażenie, że władza nie potrafi się w tym wszystkim odnaleźć…
Jestem dobrego zdania o rządzie i o ludziach, którzy tam pracują; mam przeświadczenie, że to fachowcy, którzy są w stanie wspomóc takie przedsiębiorstwa jak Mandam, czyli firmę średniej wielkości. Tyle że akurat chyba jesteśmy w branży, która znalazła się teraz w najgorszej sytuacji. I tu jakichś znaczących ruchów nie widać; może są, tyle że nie mają na razie przełożenia na to, by cokolwiek się dzisiaj poprawiało – przynajmniej my tego przełożenia nie dostrzegamy. Potrzebny jest jasny i czytelny sygnał, że z problemem nie zostaniemy sami…
Rolnik protestuje, gdyż ma dziś problemy natury finansowej. Ale też trzeba pamiętać, że branża, która reprezentuję, sięga o wiele szerzej, bo za rolnikiem stoi kilkaset zakładów produkujących maszyny rolnicze i inne elementy niezbędne do produkcji rolnej. Jesteśmy z tego znani w całej Europie.
Praktycznie każda firma z naszej branży boryka się z podobnymi problemami - i na te kłopoty nie ma odpowiedzi. Tak jakby trochę nas pominięto i zapomniano o nas w całym zamieszaniu…
Miałem przyjemność toczyć krótką rozmowę z ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, Czesławem Siekierskim podczas targów w Kielcach - wspominałem mu, że firmy naszego pokroju są „cichą ofiarą” wszystkiego, co widzimy nie tylko w mediach (protesty, blokady dróg). My nie wychodzimy na ulice… Powtarzam: liczymy, że rząd choć trochę nas wesprze w niezawinionym przez nas problemie.
Gdyby mieli Państwo rekomendować makrodziałania na rzecz aktywizacji inwestycji w gospodarce, to co byłoby najważniejsze (kwestie pilne)?
- Na pewno uruchomienie wszelakich dotacji i wsparcia na rozwój takich przedsiębiorstw, jak nasze. Jest wielka tego potrzeba - choćby ze względu, że chcemy utrzymać miejsca pracy.
Ostatnią rzeczą, jaką w tej chwili chcielibyśmy zrobić, to właśnie zwolnienia (do tej pory tego nie robiliśmy). Jako się rzekło: jesteśmy firmą średniej wielkości, więc w załodze de facto znamy się wszyscy, jesteśmy w jakiś sposób zżyci i każdy ruch w zatrudnieniu byłby bolesny; chcielibyśmy tego uniknąć.
Liczymy na wsparcie rządu. Mógłby się też tutaj uaktywnić samorząd…
Czy relatywnie duży udział sektora MŚP, w tym firm rodzinnych, może tłumaczyć niższą aktywność inwestycyjną polskiej gospodarki i firm? Jeśli tak, to czy można (i ewentualnie jak) skłonić małe i średnie firmy do większej śmiałości w inwestowaniu?
- To jest dokładnie to, o czym już mówiłem przed chwilą… Jesteśmy średnim przedsiębiorstwem i firmą rodzinną – własnością czterech rodzin. To własny kapitał, nie stoi za nami żaden inwestor zagraniczny, który nas wesprze w trudnej sytuacji i zapewni rozwój nawet, gdy jest kryzys.
Patrzymy na firmę przez pryzmat własnego przedsiębiorstwa i nie możemy przeinwestować w kryzysie - choćby ze względu na to, że odpowiadamy za to ostatecznie własnymi środkami.
W tej chwili nie ma możliwości, abyśmy naszą firmę rozwijali, jeśli nie nastąpi polepszenie koniunktury lub nie będzie wsparcia. A wsparcie może być takie, jak już wspominałem: systemy dotacyjne czy aktywizacja samorządów. Tego nam brakuje, a trudna sytuacja trwa już tak długo, że pojawiła się „zadyszka”.
W trudnym okresie słabszego popytu na sprzęt rolniczy, wysokie koszty pracy i podatki wyhamowały rozwój Mandamu, utrudniająj też codzienne funkcjonowanie firmy. Fot. Karol Hołownia/Farmer/PTWP
Czy rynek pracy stanowi barierę dla zwiększeniu inwestycji?
- W pewnym okresie mieliśmy ok. 20-25 pracowników z Ukrainy (ale też z Mołdawii, jest również pracownik z Peru). Część Ukraińców w momencie wybuchu wojny jednak wyjechała - w poczuciu obowiązku w stosunku do swego kraju i tego, że muszą walczyć w obronie ojczyzny.
Nie mam jednak wrażenia, że rynek pracy będzie niekorzystny dla rozwoju naszej firmy, mam za to poczucie, że jeśli zechcemy ściągnąć jeszcze do firmy wykwalifikowaną załogę, to nam się uda - ze względu na to, że jesteśmy w stanie zapewnić ludziom odpowiednie warunki do pracy.
Nigdy nie baliśmy się zatrudniać ludzi młodych, których doszkalaliśmy i oferowaliśmy różnego rodzaju kursy, finansowanie uprawnień na wózki widłowe etc.
Do tego dochodzi jeszcze specyfika regionu (to Śląsk): duże zaludnienie i dobry dostęp do fachowców - spawaczy, ślusarzy, malarzy. Jest jeszcze kwestia przekwalifikowujących się górników… Ludzi chętnych do pracy pojawia się zatem sporo - i raczej problemów z tym związanych nie widzimy.
Czy – zdaniem Państwa – polskie firmy zamroziły kapitał w bezpieczne aktywa w związku z podwyższoną niepewnością wywołaną przez kryzysy zewnętrzne i brak stabilności regulacyjnej, w tym częste zmiany podatkowe?
- Wiadomo, że inwestuje się po prostu w takim zakresie, w jakim to możliwe i jak kalkulacje na to pozwalają.
W tej chwili sytuacja sprawiła, że – jak już powiedziałem – musieliśmy wyhamować z inwestycjami - i tak długo, jak utrzyma się trudna sytuacja na rynku i kryzys, wstrzymujemy się z dodatkowymi ruchami.
Nie mówię, że to wszystko musi wrócić do poziomu sprzed kryzysu, bo byłoby to bardzo trudne… Ale sytuacja musi być stabilna i to na jakimś poziomie. Do warunków na rynku dopasujemy swoje ruchy i działania inwestycyjne.
Czy podwyższona niepewność bardziej skłaniała firmy do zwiększania zatrudnienia (decyzja odwracalna, mniejsze ryzyko) niż inwestycji (decyzja nieodwracalna, większe ryzyko)?
- Przyrost zatrudnienia jest formą inwestycji. A przez to - po pierwsze - zwiększa się obciążenie finansowe dla zakładu, a po drugie - oznaczałoby to prawdopodobnie zwiększenie produkcji i jej sprawności. A w okresie, w którym się znajdujemy, powiększenie produkcji nie jest tym, o co nam chodzi…
Szukamy teraz rozwiązań zwiększających dotarcie do klienta, a nie obciążających magazyny.
Czy firmy przyjęły postawę wait-and-see – wyczekiwania na dostęp do preferencyjnego finansowania unijnego (m.in. z KPO) czy budżetowego? Jakie widzi Pan szanse na wzrost inwestycji dzięki odblokowaniu funduszy unijnych, w szczególności w infrastrukturę, sieci itp.?
- Zdecydowanie widać taką postawę! Trwa wyczekiwanie na realizację Krajowego Planu Odbudowy (KPO) i ostateczne decyzje, na co to KPO będzie przeznaczone.
Bo wiadomo, że jeśli pojawią się programy wsparcia, to - tak jak mówiłem na początku - firma pokroju Mandamu będzie chciała wykorzystać je maksymalnie. Inwestowanie w ogóle w rozwój przedsiębiorstwa - z koncentracją na infrastrukturze, informatyzacji czy centrach badawczych - jest u nas w cenie.
Podkreślam raz jeszcze: nawet w przypadku obecnej niesprzyjającej koniunktury, a nawet gdyby jej nie było dalej, wsparcie inwestowana przez dofinansowania unijne czy inne na pewno byłoby przez nas wykorzystane. W naszym przypadku wrócilibyśmy m.in. do budowy hali, do rozwoju Przemysłu 4.0, do centrum badawczo-rozwojowego. Bo absolutnie się z tych projektów nie wycofujemy, czekamy tylko na lepsze warunki czy też możliwości finansowania.
Czy, a jeśli tak, to jakie było lub jest oddziaływanie na inwestycje wynikające ze zmian nastrojów związanych z przebiegiem wojny w Ukrainie (problemy z kontrofensywą, napięcia sektorowe – zboże, usługi transportowe) i odsuwającą się w czasie perspektywą na udział w odbudowie tego kraju?
- Wojna w Ukrainie od samego początku ma bardzo duży wpływ na przemysł taki, jak nasz. Gdy tylko wybuchła, natychmiast doświadczyliśmy problemów z dostępem komponentów: stali – najprostszego, surowego elementu; z upływem czasu pojawiły się też problemy z dostawami nieco bardziej złożonych, zaawansowanych składników, jak np. elementy robocze maszyn.
Okazało się bowiem, że firmy, które dostarczają nam te elementy miały fabryki w Ukrainie… Nie zawsze o tym wiedzieliśmy i nie zawsze to było dla nas istotne, jeśli przemawiała za nimi wysoka jakość, a nadzorowały to firmy z Niemiec, Włoch czy Austrii. W momencie, gdy tamte fabryki przestały produkować lub spowolniły produkcję, bardzo mocno to odczuliśmy.
W konsekwencji były wielkie zawirowania z dostawami; sprowadzaliśmy stal nawet z Hiszpanii, toczyliśmy nawet wstępne rozmowy z potencjalnymi partnerami z Japonii czy Australii - byle mieć z czego produkować.
To był pierwszy etap, który gdzieś w połowie 2022 r. się ustabilizował, a w drugiej połowie roku wszystko zostało już – można powiedzieć – na nowo poukładane; dostosowaliśmy się do nowych warunków. A teraz doświadczamy zamieszania związanego ze zbożem i innymi produktami, które spływają z Ukrainy do Polski.
A zatem ów wpływ jest w tej chwili bardzo duży z takiej czy innej strony… I tutaj pojawia się pytanie: kiedy to zostanie wreszcie unormowane i nasz klient - przede wszystkim polski rolnik - będzie nie tylko mógł spokojnie prowadzić swą działalność, ale i inwestować? Aczkolwiek muszę powiedzieć, że w innych krajach sytuacja w rolnictwie też jest podobna… Liczymy, że wszystko wróci do normy.
Czy lepsza percepcja Polski na świecie (wizerunek – zmiany polityczne) dodatkowo zachęci zagranicznych inwestorów prywatnych?
- Sądzę, że tak, ponieważ ludzie, którzy są w tej chwili w Polsce u władzy, są lepiej odbierani, szczególnie w UE. Atmosfera wokół polskiej polityki - wydaje się - trochę się polepszyła.
Czy to się przeniesie na inwestycje? Uważam, że tak. Patrząc na region śląski: widzimy, ile się teraz buduje i ile nowych zakładów ma wkrótce powstać. Dużo tu firm produkcyjnych z kapitałem zagranicznym, jak również magazynów przeładunkowych itd. To wszystko się rozwija. Wiem też o negocjacjach, dotyczących sprzedaży kolejnych gruntów pod następne inwestycje.
Widać, że mimo wszystko zaufanie do Polski jest duże i rozwój będzie postępował. Ale - rzecz jasna - pod warunkiem niepojawienia się innych problemów, typu konflikt zbrojny na naszym terenie lub w innym państwie Unii.
Czego się można spodziewać w latach 2024-2025 (po spadkach stopy inwestycji w ostatniej dekadzie): odbicia, stagnacji, a może dalszej obniżki? Jaką rolę i kiedy spełni tu napływ środków Unii?
- W mojej ocenie większych spadków już nie będzie; może zabrzmi to dramatycznie, ale sięgnęliśmy dna – przynajmniej nasza branża. Chyba teraz będziemy „szorować brzuchem po dnie”, aż w końcu zaczniemy się „unosić” i odbijać...
Środki napływające z Unii – jeśli trafią do naszej branży lub szeroko pojętego przemysłu – będą odczuwalne i pomogą się odbić. Jednak dzisiaj jeszcze nie wiemy dokładnie, na co pójdą: trudno jednoznacznie określić, że nam pomogą, choć spodziewam się, że tak.
Niemniej jednak oczekuję stagnacji, potem delikatnego ruchu w górę i ustabilizowania się na pewnym pułapie – powiedzmy w perspektywie 2 lat. Absolutnie nie przewiduję takiego poziomu jak jeszcze przed wojną czy covidem, kiedy obserwowaliśmy absolutny szczyt: trudno prognozować tak wysokie poziomy sprzedaży i tak wysokie jak wówczas inwestycje z naszej strony.
Jakie sektory gospodarki są najbardziej rokujące w kontekście ewentualnego odbicia inwestycji w latach 2024-25?
- Bezapelacyjnie zbrojeniówka! Trochę to śmieszne, a trochę straszne… Zgadzam się z teorią: „jak nie chcesz mieć wojny, to szykuj się na wojnę” i rozumiem inwestycje w zbrojenia.
Ten proces to główny element dobrze wróżący inwestycjom. Atmosfera związana z konfliktem na Wschodzie ma gigantyczny wpływ na to, co się dzieje. Trudno się temu dziwić, bo nawet 2 dni temu rakieta wleciała na terytorium Polski… Na pewno zatem zbrojeniówka odnotuje duże nakłady finansowe i będzie się mocno rozwijać.
A poza zbrojeniówką? Mimo wszystko dobre perspektywy widać przed branżą IT i Przemysłem 4.0 - jeśli tylko koniunktura na to pozwoli.
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie