Europejski Kongres Gospodarczy

Budowa S6 Chwaszczyno-Żukowo

Ochrona własnego rynku przed nowymi podmiotami z zagranicy jest powszechną praktyką w państwach Unii Europejskiej. Boleśnie przekonują się o tym polskie przedsiębiorstwa, które próbują budować zagraniczne przyczółki. Tymczasem w polskim budownictwie rośnie rola firm spoza UE.

  • Prezes Budimeksu Artur Popko ocenia, że dziś w strategicznych przetargach drogowych czy kolejowych składane są często oferty bez odpowiedniego zabezpieczenia.
  • - Apelujemy od lat, by wprowadzić na rynek certyfikację generalnych wykonawców. To także znacząco usprawni proces przetargowy - wskazuje członek zarządu firmy Strabag Wojciech Trojanowski.
  • Damian Kaźmierczak, członek zarządu i główny ekonomista PZPB, zwraca uwagę, że cechą szczególną jest wyjątkowa otwartość naszego rynku zamówień publicznych na podmioty spoza naszego państwa.
  • Inwestycjom infrastrukturalnym będzie poświęcona debata "Infrastruktura i budownictwo" na konferencji EEC Trends w Warszawie, 8 lutego. Zapraszamy do rejestracji i udziału w wydarzeniu.

Firmy nie mają odpowiedniego potencjału i doświadczenia

Jak podkreśla Artur Popko, zdarzały się przypadki, że rażąco niskie - w ocenie jego firmy - oferty były wybierane jako najkorzystniejsze. I przypomina, że na 20 ostatnich przetargów na budowę odcinków dróg ekspresowych w 35 proc. przypadków zdecydowano się na takie właśnie oferty.

- Czy wadia przetargowe nie powinny powrócić do wyższych poziomów sprzed kilku lat i czy nie powinny być zatrzymywane, jeżeli okazałoby się, że wykonawca złożył ofertę niespełniającą wymagań określonych w zamówieniu lub zawierającą rażąco niską cenę? - zastanawia się prezes Budimeksu.

W jego ocenie dziś w strategicznych przetargach drogowych czy kolejowych składane są często oferty bez odpowiedniego zabezpieczenia, przez co wykonawca nie ponosi realnej odpowiedzialności za swą ofertę.

Wprowadzić na rynek certyfikację generalnych wykonawców

Wojciech Trojanowski, członek zarządu firmy Strabag, zwraca uwagę, że na rynku generalnych wykonawców infrastruktury od kilku pojawiają się podmioty (szczególnie spoza Unii Europejskiej), które często bardzo agresywnie cenowo uczestniczą w postępowaniach przetargowych.

I dodaje, że firmy takie jak Strabag, posiadające własne zasoby, budujące swój potencjał wykonawczy, zatrudniające wysoko wykwalifikowane kadry, płacące na rynku podatki, uczestniczą w postępowaniach z konkurentami, którzy wchodzą do postępowań wyłącznie na podstawie posiadanego za granicą kapitału i referencji, bez własnych zasobów; bazują one na rynku podwykonawczym.

- Jesteśmy bodaj jedynym krajem, który tak szeroko dopuszcza na rynek tego typu podmioty. Apelujemy od lat, by wprowadzić na rynek certyfikację generalnych wykonawców. To także znacząco usprawni sam proces przetargowy. Pozwoli również wyeliminować nierzetelnych wykonawców, ograniczy składanie zaniżonych cenowo ofert, które nie dają gwarancji realizacji kontraktu z powodu braku lokalnych zasobów - uważa Wojciech Trojanowski.

W jego ocenie certyfikacja zdecydowanie usprawniłaby proces realizacji inwestycji. Nie byłoby potrzeby przygotowywania tych samych dokumentów do kolejnego przetargu.

- Wykonawcom pozwoliłaby na ograniczenie kosztów oraz skrócenie czasu niezbędnego na przygotowanie oferty. Zamawiający zaś otrzymałby narzędzie usprawniające proces weryfikacji wykonawcy w postępowaniu. Należy tu dodać, że takie procedury nie ograniczają konkurencji; co więcej: tego typu działania są przewidziane w prawie UE, które daje możliwość przeprowadzenia certyfikacji podmiotów, które podejmują się realizacji inwestycji infrastrukturalnych - analizuje członek zarządu Strabagu.

Wyjątkowa otwartość naszego rynku zamówień publicznych

Damian Kaźmierczak, członek zarządu i główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, zwraca uwagę, że cechą szczególną, która wyróżnia Polskę na tle innych państw Unii Europejskiej, pozostaje wyjątkowa otwartość naszego rynku zamówień publicznych na podmioty spoza naszego kraju.

- Nic dziwnego, że gigantyczna skala nowych inwestycji w Polsce przyciąga podmioty z całego świata, które zamierzają na polskim boomie inwestycyjnym godziwie zarobić. To dlatego nasz rynek budowlany doświadcza dziś rosnącej aktywności spółek spoza UE, które mocno konkurują z polskimi firmami o kontrakty w segmencie infrastrukturalnym - ocenia Damian Kaźmierczak.

Na polskim rynku działają m.in. spółki budowlane z Turcji, Korei czy Chin. W jego opinii w tym kontekście na szczególną uwagę zasługują podmioty znad Bosforu.

- Aktywnym uczestnikiem polskich przetargów publicznych jest aż siedem tureckich firm, z których kilka realizuje już ważne inwestycje dla GDDKiA, Tramwajów Warszawskich czy Urzędu Morskiego w Gdyni. Co istotne: według mojej wiedzy na dogodny moment do wejścia na polski rynek czeka kilku kolejnych wykonawców znad Bosforu. Turcy kooperują z tureckimi, a nawet kazachskimi podmiotami oraz – co ciekawe – coraz częściej nawiązują współpracę z polskimi przedsiębiorstwami, w tym ze spółkami notowanymi na warszawskiej GPW - wyjaśnia członek zarządu i główny ekonomista PZPB.

Damian Kaźmierczak dodaje, że bardzo aktywni na polskim rynku budowlanym są również Koreańczycy, którzy od kilku lat pracują, między innymi, dla Orlenu czy Grupy Azoty. Na kanwie zacieśnienia współpracy między Polską a Koreą Południową w kwestii bezpieczeństwa od 2023 roku w naszym kraju zaczynają pojawiać się kolejne firmy, w tym największe spółki budowlane na świecie, takie jak Hyundai E&C czy Samsung E&C - dodaje.

W jego ocenie za chwilę na polskim rynku może funkcjonować prawie dziesięciu dużych koreańskich wykonawców. Koreańczyków interesuje przede wszystkim projekt CPK, polska energetyka jądrowa oraz specjalistyczne inwestycje przemysłowe. Sondują też polskich partnerów w sprawie wspólnego udziału w przyszłej odbudowie Ukrainy.

- Odnoszę jednak wrażenie, że po jesiennych wyborach parlamentarnych w Polsce entuzjazm koreańskich wykonawców wyraźnie osłabł – w oczekiwaniu na efekty rewizji dużych programów infrastrukturalnych prowadzonych przez nową ekipę rządową - mówi Damian Kaźmierczak.

Jako się rzekło, na polskim rynku bardzo aktywni są także Chińczycy. Chińskie firmy realizują kilka kluczowych inwestycji drogowych dla GDDKiA, próbują swoich sił w inwestycjach kolejowych dla PKP PLK, pracują na projektach petrochemicznych dla Orlenu oraz starają się o pozyskanie ważnych kontraktów hydrotechnicznych.

- Wygląda na to, że Chińczycy sumiennie odrobili lekcję ze spektakularnej wpadki przy budowie polskich autostrad sprzed ponad dekady. Dzisiaj działają z większą rozwagą, otaczają się polską kadrą i starają się być rzetelnym partnerem biznesowym dla polskich firm - wskazuje Damian Kaźmierczak.

Efektywny system weryfikacji potencjału kadrowego, sprzętowego i finansowego

- Nie mam nic przeciwko firmom spoza UE, pracującym na polskim rynku budowlanym, jeśli rywalizują one z lokalnymi przedsiębiorstwami na równych zasadach. To dlatego uważam, że należy pilnie zintensyfikować prace nad stworzeniem efektywnego systemu weryfikacji potencjału kadrowego, sprzętowego i finansowego napływających do Polski podmiotów – aby eliminować firmy, które są zupełnie nieprzygotowane do realizacji dużych inwestycji infrastrukturalnych na terytorium naszego kraju - twierdzi Damian Kaźmierczak.

Ochrona własnego rynku przed nowymi podmiotami z zagranicy pozostaje powszechną praktyką we wszystkich państwach Unii Europejskiej, o czym boleśnie przekonują się nasze przedsiębiorstwa, które próbują budować przyczółki w krajach ościennych.

Budimex musiał czekać aż dwa lata na uzyskanie certyfikatu dopuszczającego do pracy na rynku kolejowym w Niemczech. Łotwa ma przygotowaną listę kontraktów o znaczeniu strategicznym, na których co do zasady nie mogą pracować wykonawcy spoza NATO. Słowacja zaś nie dopuszcza do przetargów firm z państw, które nie mają podpisanych umów o wzajemnej współpracy handlowej ze Słowacją lub Unią Europejską. W Czechach zagraniczni wykonawcy muszą skompletować kadrę z konkretnymi uprawnieniami, doświadczeniem oraz ze znajomością języka czeskiego.

- Poza tym – w moim przekonaniu – należy niezwłocznie zmodyfikować absurdalny system potwierdzania kompetencji w budowie obiektów infrastrukturalnych, który w gruncie rzeczy polega na oświadczeniu jednego z partnerów konsorcjum, że zdobył wymagane doświadczenie na budowach realizowanych poza Europą, na przykład w Afryce czy Azji. Taki konsorcjant nie bierze udziału w pracach budowlanych, jest tylko potrzebny jego podpis, który umożliwia drugiemu partnerowi konsorcjum start w przetargu i ewentualne zdobycie kontraktu - konkluduje Damian Kaźmierczak.

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie