Tomasz Wolanowski, wiceprezes ABB, ocenia perspektywy polskiej gospodarki. - Trudności, które się pojawiły, nie znikną. Aby odzyskać dynamiczny wzrost, będziemy musieli wykonać dużo pracy w długim czasie - uważa menedżer przemysłowego potentata.
W opublikowanym w październiku raporcie ECA Economic Update Bank Światowy podniósł prognozę wzrostu PKB Polski do 3,2 proc. w tym roku, do 3,7 proc. w 2025 roku, a w 2026 r. do 3,4 proc.
Szacunek wzrostu PKB dla Polski na ten rok został podniesiony o 0,2 punktu procentowego w porównaniu do kwietniowych prognoz Banku.
Na odbicie konsumpcji gospodarstw domowych, zdaniem analityków banku, mają wpływać przede wszystkim rosnący dochód realny, wyraźne wzrosty płac w sektorze publicznym oraz świadczeń socjalnych. Wzrost będzie także wspierany, szczególnie w latach 2025-2026, przez rekordowo wysokie wydatki na zbrojenia oraz wykorzystanie zamrożonych wcześniej funduszy unijnych.
Do wzrostów z poprzednich lat jednak długa druga. Przypomnijmy, że zgodnie z wyliczeniami Głównego Urzędu Statystycznego wzrost produktu krajowego brutto w 2021 r. wyniósł 6,8 proc., w 2022 r. 5,3 proc. Według wstępnego szacunku PKB w 2023 r. był realnie wyższy o 0,2 proc. w porównaniu z 2022 r.
- Czeka nas długi marsz do wzrostu, o którym byśmy marzyli i który pamiętamy jeszcze sprzed kilku lat. Czy pokonamy wszystkie trudności, tego nikt nie wie. Musimy sobie zdawać sprawę z faktu, że wszystkie trudności, które pojawiły się w polskiej gospodarce - niepewność geopolityczna, problemy z partnerami eksportowymi, niepewność na lokalnym rynku - nie znikną. Najważniejsze jest, byśmy zdawali sobie sprawę z tego, że, aby odzyskać dynamiczny wzrost, będziemy musieli wykonać dużo pracy i zajmie nam to dużo czasu - mówi WNP.PL wiceprezes ABB Tomasz Wolanowski.
Do wyzwań ekonomicznych niewątpliwie należy dodać demografię. A ta może okazać się jednym z najtrudniejszych do pokonania hamulcowych polskiego wzrostu.
Z ostatniego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego "Konsekwencje zmian demograficznych dla podaży pracy w Polsce" wynika, że jeśli obecne trendy demograficzne utrzymają się, do 2035 r. zatrudnienie może spaść o ponad 12 proc. W efekcie liczba pracowników zmniejszy się o 2,1 mln.
- Demografia jest dosyć przewidywalną dziedziną. Jeżeli dziś nie mamy urodzeń, to oznacza, że za 18 lat na rynek pracy nie będzie wchodziło tak liczne pokolenie. Jesteśmy już w stanie przewidzieć, jak rynek pracy będzie wyglądał za 3-5 lat. Dyskusja, która dziś toczy się w Polsce o regulacjach migracji, jest jednym z najważniejszych elementów próby rozwiązania problemu kurczącego się społeczeństwa - dodaje Tomasz Wolanowski.
Migracje (obok cyfryzacji) są jednym z czynników, które zdaniem ekspertów PIE mogłyby złagodzić wpływ negatywnych trendów demograficznych na gospodarkę.
W okresie od 2016 do 2023 r. na polski rynek pracy napłynęło 944 tys. zagranicznych pracowników, którzy zostali zarejestrowani w systemie ZUS. Niewiele jednak wskazuje na to, aby skala napływu pracowników do Polski została utrzymana na poziomie obserwowanym w ostatnich latach.
W 2023 r. przyrost liczby cudzoziemców zarejestrowanych w systemie ZUS względem roku uprzedniego wyniósł zaledwie 6 proc., a średnioroczny przyrost dla lat 2016-2022 wynosił 30 proc. Tymczasem według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych liczba pracujących w Polsce cudzoziemców do 2033 r. musiałaby wzrosnąć o ponad 2,6 mln, żeby utrzymać dotychczasowy poziom obciążenia demograficznego.
Na koniec marca 2024 roku do ubezpieczeń społecznych w ZUS-ie zgłoszono ich 1,138 mln (więcej o 10,7 tys. niż w grudniu 2023 r.). Najwięcej cudzoziemców pochodzi z Ukrainy - 762,2 tys., a następnie Białorusini (131,8 tys.) i Gruzini (25,9 tys.)
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie