Napaść Rosji na Ukrainę zmieniła postrzeganie kwestii wojskowych przez kraje Unii Europejskiej. Problem jednak w tym, że kluczowe decyzje wciąż są podejmowane zbyt wolno, choć akurat szanse na wspólne zakupy uzbrojenia przez kraje Wspólnoty stają się coraz bardziej realne.
To lapidarnie tylko kilka z wniosków, jakie pojawiły się w panelowej dyskusji "Europejska mobilizacja", którą mogliśmy obserwować w czasie XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
Od ponad dwóch lat Kijów broni się przed rosyjską agresją. W wielu europejskich stolicach dopiero bestialski napad Moskwy spowodował, że decydenci zorientowali się, iż pokój nie jest dany po wsze czasy, a zgodnie z łacińskim przysłowiem - "jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny". Ta zresztą de facto już trwa, a ataki cybernetyczne czy działania hybrydowe już nam towarzyszą.
To, co jest szczególnie widoczne, to sposób postrzegania konfliktu i ryzyka z nim związanego. Nie da się ukryć, że czym bliżej Ukrainy i Rosji, tym obawy o możliwość rozlania się konfliktu są większe.
Ewelina Dobrowolska, minister sprawiedliwości Litwy. Fot. PTWP- W naszym kraju temat wojny to temat numer jeden - mówi Ewelina Dobrowolska, minister sprawiedliwości Litwy.
Jak zaznacza, nie powinno to budzić zdumienia. Raz, że Litwa to kraj przyfrontowy, bezpośrednio graniczący z Rosją, dwa: Wilno doświadczyło na własnej skórze, do czego zdolni są Rosjanie i jak bolesna może być ich okupacja.
Jak tłumaczy litewska pani minister, w tym roku, kiedy odbędzie się wiele wyborów, kwestie wojny są kluczowe. Wilno widzi potrzebę wzmocnienia wojska, ale dostrzega również, że wyzwaniem będzie znalezienie na to środków.
Zdaniem Aleksandry Gasztold, redaktor naczelnej ACIG z NASK Państwowy Instytut Badawczy, współpraca w sferze obronności powinna być szersza; inna rzecz - czy będzie to możliwe. Bardzo ważną kwestia są wyniki zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego.
Rodzą się bowiem obawy, że ewentualne zdobycie większej liczby głosów i - w efekcie - miejsc przez partie populistyczne (zarówno z lewej, jak i prawej strony) może hamować wysiłki krajów UE w sferze obronności.
- Na szczęście już teraz widać, że współdziałanie w sferze obronności będzie. Czekają nas wspólne zamówienia, wspólne zbrojenia i wspólne projekty techniczne. Priorytetowa będzie współpraca np. w sferze cyberbezpieczeństwa - uważa Aleksandra Gasztold.
Aleksandra Gasztold, redaktor naczelna ACIG, NASK. Fot. PTWPDalszy rozwój współpracy będzie zależał od tego, czy powstanie stanowisko nowego komisarza UE - ds. bezpieczeństwa. Kluczowym impulsem będzie także to, co się stanie w zbliżających się wyborach prezydenckich w USA. Jeśli wygra w nich republikański kandydat, były prezydent Donald Trump, to - zdaniem Aleksandry Gasztold - będzie konieczna nowa tożsamość w sferze bezpieczeństwa w Unii Europejskiej. Problem w tym, że Trump może być niezainteresowany dalszym wsparciem militarnym dla krajów Unii. Te zatem o swoje bezpieczeństwo będą musiały zadbać same.
O coraz większym udziale populistów w rządach mówi także Iveta Radičová, minister pracy Słowacji w latach 2005-2006, premier Słowacji w latach 2010-2012.
- Widoczna jest rosnąca popularność populistów - i to zarówno po lewej, jak i prawej stronie na świecie. W Europie 27 proc. rządzących partii ma populistyczny charakter. Co trzeci rząd w UE zawiera przedstawicieli partii populistycznych - zauważa.
Jej zdaniem stoimy w obliczu czegoś w rodzaju demokracji populistycznej.
Iveta Radicova, była premier Słowacji. Fot. PTWP- Co to oznacza? Niektóre ugrupowania stawiają na znalezienie wrogów. Widoczna jest także próba spolaryzowania społeczeństwa. Aby utrzymać się u władzy, partie te będą chciały zamknąć usta opozycji - twierdzi Iveta Radičová.
Była premier przytacza jeszcze jedną liczbę. Aż 47 proc. obywateli naszego regionu to ludzie, którzy się martwią, że dostawy sprzętu na Ukrainę sprowokują Rosję!
- Cyberataki i propaganda rosyjska działają niezwykle skutecznie - podkreśla Iveta Radičová.
W świetle rosyjskiej agresji na szczęście zmieniła się postawa krajów Unii Europejskiej. Widoczne to jest zwłaszcza we Francji i Niemczech. Ta pierwsza obecnie stała się jednym z największych zwolenników ambitniejszej niż dotychczas polityki wojskowej Unii Europejskiej.
- Oczywiście część krajów nie jest "frontowych", ale mimo to zmieniły postrzeganie Rosji. Gdyby nie zagrożenie ze strony Rosji, nie byłoby zbliżenia stanowiska nawet tak odległych państw jak Portugalia czy Hiszpania - mówi Monika Sus z Centrum Badań nad Bezpieczeństwem Międzynarodowym, Hertie School w Berlinie, profesor z Instytutu Studiów Politycznych, Polskiej Akademii Nauk.
Monika Sus z Centrum Badań nad Bezpieczeństwem Międzynarodowym, Hertie School w Berlinie, profesor z Instytutu Studiów Politycznych, Polskiej Akademii Nauk. Fot. PTWPI zauważa, że podziałał także drugi czynnik, jakim jest możliwa wygrana w amerykańskich wyborach prezydenckich Donalda Trumpa.
- Wygrana Trumpa jest najgorszym z możliwych scenariuszy. Co więcej: jego druga prezydentura byłaby dużo gorsza niż pierwsza dla współpracy transatlantyckiej. Musimy się zbroić, wydawać więcej na obronę - uważa ekspertka.
W świetle tego wszystkiego czy możliwe jest zacieśnienie wspólnej polityki wojskowej krajów Unii?
Jak przyznaje była komisarz UE ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości i MŚP, a obecnie przewodnicząca Rady Center for European Policy Studies Elżbieta Bieńkowska, przez długi czas pojawiały się opinie, że wspólna polityka wojskowa krajów UE jest przeciwstawna NATO.
Elżbieta Bieńkowska, była komisarz UE ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości i MŚP. Fot. PTWP- A przecież nie oznaczało to choćby powołania wspólnych sił zbrojnych, bo na to nie ma zgody - zauważa panelistka.
Tymczasem - według niej - współpraca w kwestiach wojskowych może mieć szeroki wymiar. Na przykład: gdyby kraje UE wspólnie zamawiały i płaciły za uzbrojenie, choćby z tego tytułu oszczędzałyby miliardy euro.
Zauważalne jest także to, że około 80 proc. zakupów związanych z obronnością przypada na obszar poza Wspólnotą. Europejski przemysł obronny nie jest bardzo napędzany zamówieniami armii . Co ciekawe: głównym hamulcowym wspólnej polityki wojskowej była Wielka Brytania. Ale już po referendum w sprawie brexitu zmieniła swój pogląd w tej kwestii.
Zdaniem Elżbiety Bieńkowskiej sama idea powołania komisarza ds. obronności jest słuszna. Choć, jak zaznacza, będzie to obecnie komisarz ds. przemysłu obronnego. Na inne kroki trzeba będzie poczekać, bo Unia nie jest gotowa jeszcze, by mówić o wspólnej armii. Ale o współpracy obronnej trzeba już nie tylko mówić, ale i działać.
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu, pion ds. Unii Europejskiej w KPRM. Fot. PTWPOptymistką jest w kwestii wspólnej polityki w sferze obronności Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu w pionie ds. Unii Europejskiej w KPRM. Jej zdaniem coraz więcej jest głosów spoza „krajów przyfrontowych” UE, że trzeba działać wspólnie.
- Wcześniej nasz region nie znajdował posłuchu choćby w sprawie Rosji. Jednak polityka Moskwy pokazała, że to my mieliśmy rację, tak być może będzie w kwestiach obronności - podkreśla Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.
Tekst powstał na kanwie dyskusji „Europejska mobilizacja”, która odbyła się podczas XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie