28 kwietnia 1924 roku powstał Bank Polski, a następnego dnia w obiegu zaczął funkcjonować polski złoty. Stulecie złotego świętujemy wraz z 20-leciem naszego zobowiązania do przyjęcia euro. Tymczasem coraz więcej Polaków jest przekonanych, że Polska tego robić nie powinna.
100 lat temu wprowadzenie złotego było wynikiem reformy, która miała powstrzymać hiperinflację.
Sytuacja na początku 1924 roku wyglądała bardzo źle. Stopa inflacji w roku 1920 wynosiła 423 proc., w 1922 roku 509 proc., a w 1923 roku przekroczyła już poziom 35 000 proc. rocznie.
By ratować gospodarkę, rząd Władysława Grabskiego 1 kwietnia 2024 roku utworzył Mennicę Państwową, 14 kwietnia nastąpiła zmiana ustroju pieniężnego, a 28 kwietnia powstał Bank Polski, który miał wyłączne prawo emisji środków płatniczych.
Dzień później w obiegu pojawił się polski złoty.
Jego wartość była równa frankowi szwajcarskiemu i odpowiadała wartości 9/31 grama złota. Gwarantowały to rezerwy w złocie, srebrze, walutach obcych i obligacjach, którymi dysponował Bank Polski. Za dolara płacono 5 zł 18 gr.
10 złotych z 1924 roku z wizerunkiem Tadeusza Kościuszki. Fot. Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak - gndm.pl/Wiki Media/CC BY-SA 4.0Po początkowych zawirowaniach złoty przez cały okres międzywojnia był stosunkowo stabilną walutą, a rezerwy Banku Polskiego we wrześniu 1939 roku udało się wywieźć za granicę.
W 1945 roku jego miejsce w polskim systemie bankowym zajął Narodowy Bank Polski, który przez cały okres PRL-u był monopolistą w Polsce, także jeśli chodzi o udzielanie kredytów i lokowanie oszczędności.
Dopiero od zmian ustrojowych na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych NBP funkcjonuje w obecnej formie, mając za swoją misję przede wszystkim utrzymanie wartości polskiego pieniądza, co szczególnie na początku było trudne, gdyż polska waluta znalazła się w fatalnym stanie po latach kreowania pustego pieniądza za rządów komunistów. Reformy Leszka Balcerowicza zdławiły jednak inflację, a złoty wrócił do niskich nominałów za sprawą denominacji, która w 1994 roku obcięła mu z tyłu cztery zera, gdy stare 10 tys. zł wymieniano na jedną nową złotówkę.
W międzyczasie w Europie zachodziły zmiany. W 1999 roku utworzono unię walutową, czyli strefę euro. Od 2002 roku nie ma już w obiegu niemieckiej marki, francuskiego franka czy holenderskiego guldena. My też, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej w 2004 roku, zobowiązaliśmy się do wprowadzenia wspólnej waluty, chociaż bez konkretnej daty.
W referendum w tej sprawie rok wcześniej za wejściem Polski do strefy euro opowiedziało się 77 proc. głosujących. Po 20 latach euroentuzjastów jest w Polsce mniej, a szczególnie w ostatnich latach straciła zwolenników przede wszystkim idea przystąpienia do strefy euro.
62,9 proc. Polaków jest zdania, że nowy rząd nie powinien dążyć do wprowadzenia w Polsce waluty euro, w tym 43 proc. uważa, że zdecydowanie nie powinien tego robić – to wyniki listopadowego sondażu IBRiS dla Radia ZET. Szczególnie wielu przeciwników euro ma wśród wyborców PiS (aż 85 proc.).
Gdy zapytać jednak samych przedstawicieli biznesu czy ekonomistów, zwolenników euro będzie znacznie więcej. Skąd ta dysproporcja?
– Myślę, że bardzo dużo było dezinformacji o euro w ostatnich latach, tak naprawdę brakuje edukacji o euro, tym powinien zajmować się Narodowy Bank Polski, a jednak to właśnie ze strony prezesa Adama Glapińskiego płynęły silne głosy krytyczne wobec euro – zauważa w komentarzu dla WNP.PL prezes Fundacji Wolności Gospodarczej Marek Tatała.
Jak zauważa Tatała, tym także powinien zajmować się polski rząd. – Tymczasem przez wiele lat tego nie było, no i rosła silna wiara w różne mity na temat euro, pojawiające się także w wypowiedziach rządzących. Jest na przykład bardzo silnie widoczne w badaniach przekonanie, że wprowadzenie euro oznacza gwałtowny wzrost cen. Tymczasem to się faktycznie nigdzie nie wydarzyło. Do tego dysponujemy doświadczeniem innych krajów i mamy instytucje, które nieuczciwym praktykom, jeśli się pojawią, mogłyby przecież przeciwdziałać – podkreśla ekspert.
Z ośmiu krajów, które weszły z nami do UE w 2004 roku, euro nie mają oprócz nas tylko Czesi i Węgrzy.
Od 1 stycznia w euro płaci się także w Chorwacji. Rumunia i Bułgaria są na dobrej drodze, by euro przyjąć, Kosowo i Czarnogóra zdecydowały się z kolei na euro... bez zgody Europejskiego Banku Centralnego, uznając, że tak będzie dla nich wygodniej i bezpieczniej.
Złoty jest uważany za stabilną walutę, jednak jego rangi w żadnym razie nie da się porównać z euro czy choćby z koroną szwedzką lub duńską (te dwa unijne kraje, podobnie jak Polska, nie palą się do przyjęcia wspólnej unijnej waluty). Cały czas znajduje się, podobnie jak czeska korona czy węgierski forint, w koszyku walut rynków wschodzących.
Tymczasem euro nie tylko oficjalnie płaci się w 20 krajach świata, które razem tworzą jedną z trzech największych jego gospodarczych potęg. Euro jest też uznaną na całym świecie walutą rezerwową, a jego kurs do dolara najważniejszym kursem walutowym na świecie.
– Stulecie złotego to jest dobry moment, żeby rozmawiać o przyjęciu euro, ale też trzeba pamiętać, że jest to proces, który trwa co najmniej parę lat i jeśli teraz by zacząć starania, to gdzieś pod koniec kadencji tego parlamentu może byłaby szansa, żeby gospodarka była na to gotowa – zauważa Tatała.
Polska w latach pandemii przestała w ogóle spełniać wymogi, jakie stawia się krajom chcącym wejść do strefy euro, a które dotyczą m.in. poziomu inflacji czy kondycji finansów publicznych.
– Korzyści byłyby z tego oczywiście gospodarcze, bo wiązałoby się to chociażby z jeszcze większą atrakcyjnością inwestycyjną Polski czy niższymi kosztami wymiany waluty dla konsumentów i firm, w tym także brakiem konieczności ubezpieczenia od zmian kursu – podkreśla Tatała. – Ostatnio jednak uwypukliła się waga korzyści natury geopolitycznej. Wejście do strefy euro oznaczałoby naszą silniejszą więź z Unią Europejską. Dodatkowo już chociażby także z tej przyczyny inne kraje Unii bardziej musiałyby się martwić o sytuację u nas w kontekście tego, aby nasze problemy nie rozlały się na całą strefę – zauważa Marek Tatała.
Analityk Conotoxia Ltd. (Invest.Cinkciarz.pl) Grzegorz Dróżdż w wypowiedzi dla WNP.PL podkreśla z kolei, że jedną z głównych zalet wejścia do strefy euro jest możliwość zadłużania się na znacznie korzystniejszych warunkach niż przy posiadaniu własnej waluty.
Kolejnym plusem w jego opinii jest stabilność walutowa, która jednak w przypadku Polski jest korzyścią mniejszą, bo z racji oparcia naszej gospodarki na eksporcie do krajów strefy euro okresy osłabienia złotego oznaczają dodatkowe zyski dla eksporterów. Jego zdaniem polska gospodarka może mieć też problemy, jeśli przyjęłaby euro z dnia na dzień, ze względu na niski poziom swojej konkurencyjności w relacji do znacznie lepiej rozwiniętych gospodarek starej UE.
O przyjęciu euro, a w szczególności o tym, jak wyglądają doświadczenia innych krajów regionu, które już euro przyjęły, będziemy także rozmawiać na XVI Europejskim Kongresie Gospodarczym, który odbędzie się już 7-9 maja 2024 roku w Katowicach.
W trakcie sesji Euro w świetle doświadczeń (7 maja, godz. 14:30) zaproszeni goście będą próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, czy warto i czy to jest dobry moment, by wrócić do poważnej dyskusji na temat przyjęcia przez nasz kraj wspólnej waluty w najbliższych latach.
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie