EEC 2020

- Tego, co dziś dzieje się w gospodarce, nie nazwałbym odmrażaniem, a początkiem okresu dużej zmienności, który potrwa co najmniej 18 miesięcy - ocenia Krzysztof Domarecki, prezes Seleny, którego zdaniem pomoc państwa jest ważna, ale przedsiębiorcy powinni liczyć na własne siły. - Jeżeli nadejdzie druga fala pandemii, nie będzie drugiej fali pomocy, bo nawet najbogatsze budżety tego nie wytrzymają.

  • Trudno o twarde liczby, jeśli chodzi o odmrażanie handlu międzynarodowego. Danych statystycznych za drugi kwartał jeszcze nie ma. Wiemy jednak, co sądzą o tym praktycy biznesu.
  • - Z naszego punktu widzenia aktywność polskich firm na rynkach zagranicznych jest całkiem duża - mówi Robert Kasprzak z Banku Gospodarstwa Krajowego.
  • Przedsiębiorcy obawiają się jednak wzbierającej fali protekcjonizmu. Martwią się, że poważnie utrudni im on prowadzanie biznesu.


Opublikowane na początku kwietnia przez Światową Organizację Handlu prognozy wieszczyły w czarnym scenariuszu załamanie międzynarodowej wymiany handlowej i powrót do poziomu sprzed 15 lat. Wiele jednak wskazuje, że nie będzie tak źle. Duńska grupa AP Moller - Maersk - światowy potentat transportu kontenerowego - ogłosiła wstępnie, że w drugim, pandemicznym, kwartale, popyt na jego usługi spadł o 15-18 proc., podczas gdy spodziewano się większego spadku, rzędu 20-25 proc. Jak to wygląda z perspektywy polskich firm prowadzących interesy za granicą?

Pandemia

Grupa Selena, polski producent i dystrybutor chemii budowlanej, zanotowała w pierwszym kwartale 2020 r. nieco wyższe przychody niż przed rokiem oraz delikatny spadek zysku netto. Jej prezes Krzysztof Domarecki komentując wyniki, powiedział, że dla Seleny najważniejszą tarczą ochronną była dywersyfikacja geograficzna.

- Pandemia szła przez świat jak fala. Zaczęła się w Chinach, później ogarnęła Europę Zachodnią, zaczynając od Hiszpanii i Włoch, po czym dotarła do Europy Wschodniej i dalej na teren byłego Związku Radzieckiego. Najpierw odczuliśmy ją w naszej spółce chińskiej, którą musieliśmy zamknąć na pięć tygodni, a na koniec kwartału w spółce hiszpańskiej. Załamanie gospodarcze wywołane przez Covid-19 jest różne w różnych krajach. Państwa centralnej Europy: Czechy, Węgry, Rumunia i Bułgaria, znakomicie poradziły sobie z pandemią, nie gorzej niż Polska. Gospodarka wygląda tam nieźle, podczas gdy w Hiszpanii doszło do jej załamania, które teraz z kolei obserwujemy w Turcji czy w Rosji - mówi Krzysztof Domarecki.

O ile Selena odczuła problemy związane z pandemią, o tyle nie stało się to udziałem krakowskiego Mercatora Medical, który produkuje w Tajlandii rękawice medyczne, kupuje od kontrahentów i dystrybuuje w 60 krajach świata.

- Rękawice medyczne są jednym z podstawowych składników tzw. PPE (Personal Protection Equipment - środków ochrony osobistej). Zauważyliśmy pandemię w naszych systemach na początku lutego jako zwielokrotnienie zamówień. Muszę przyznać, że Mercator i inni producenci, od najsłabszych do najsilniejszych, są dziś beneficjentami sytuacji, a im większa firma, tym większe czerpie korzyści - mówi Wiesław Żyznowski, prezes Mercator Medical.

Problemem dla Mercatora było za to zamknięcie granic.

- Polska jest dla nas centrum biznesu i hubem przeładunkowym. Przez nasz kraj przechodzą rękawice przeznaczone na europejski rynek. Kiedy rząd zablokował eksport asortymentów wrażliwych, do których zaliczają się rękawice medyczne i ochronne, znaleźliśmy się w potrzasku - strumień towaru napływał do Polski, ale nie mógł być dystrybuowany. To się mocno odbiło na relacjach z naszymi klientami. Teraz jednak wszystko wróciło do normy, a popyt na rękawice nadal jest duży - wyjaśnia Wiesław Żyznowski.

Powodzenie Mercatora nie uszło uwadze rynku. Od początku stycznia akcje spółki zdrożały z 10 do 80 zł.

Czytaj także: Eksport, import, pandemia. Polska radzi sobie nieźle

Odmrażanie gospodarki?

Trudno o twarde liczby, jeśli chodzi o odmrażanie gospodarki. Danych statystycznych za drugi kwartał jeszcze nie ma. Wiemy jednak, co sądzą o tym praktycy biznesu.

- Jeśli spojrzymy na podstawowe parametry czerwca: wolumen, praca przewozowa, liczba pociągów, to oczywiście nasze przewozy rosną, ale wciąż są mniejsze niż w lutym i mniejsze niż w czerwcu ub. roku - mówi Paweł Pucek, członek zarządu kolejowego przewoźnika DB Cargo Polska.

Żeby dać pełen obraz sytuacji, trzeba się cofnąć do czasu, gdy zaczęto odwoływać pierwsze pociągi z Chin. - Europa nie myślała jeszcze o pandemii, a u nas kierunek chiński się zatrzymał - mówi Paweł Pucek. - Dziś jest już całkowicie odblokowany. Wróciliśmy do stanu sprzed Covid-19, zainteresowanie jest nawet większe niż wcześniej. Pojawiły się też pytania o nowe relacje, np. o kierunek południowy w Europie. Wcześniej klienci się nim nie interesowali.

W marcu w DB Cargo Polska odnotowano problemy z intermodalem (transport kontenerowy), ale największa dziura w przewozach pojawiła się w kwietniu. Zlecenia z branży automotive, które są dla firmy bardzo ważne, spadły prawie do zera. W maju przyszło załamanie na rynku węgla.

- Teraz następuje stopniowa odbudowa przewozów. Branża automotive wznowiła pracę. Wciąż jednak nie mamy pełnego portfela przewozowego, a pociągi są nadal odwoływane. Widzimy spadki na rynku przewozów towarów masowych: węgiel, ruda, koks. Wątpię, żeby w tym przypadku do końca roku nastąpiła znacząca poprawa - mówi członek zarządu DB Cargo Polska.

- Nie nazwałbym tego odmrażaniem, a początkiem okresu dużej zmienności w gospodarce, który potrwa co najmniej 18 miesięcy - ocenia Krzysztof Domarecki. - Oczywiście, w czerwcu sprzedaż i popyt w Europie skaczą do góry w stosunku do poprzednich miesięcy. Po tak dużym załamaniu, jakie nastąpiło w marcu, kwietniu i częściowo w maju, musi wystąpić odbicie, ale nie wiadomo, jak długie. Poza tym inwestycje w budownictwie spowolniły, ale się nie zatrzymały. Zwykle trwają 18-24 miesiące, nie można ich zastopować w ciągu jednego miesiąca czy nawet półrocza. Nikt na świecie tego nie robi. Spodziewamy się jednak, że kilka następnych kwartałów upłynie pod znakiem odbić i spadków, związanych z osłabionym popytem w Europie i na świecie.

Inną perspektywę ma prezes Mercatora.

- W tej chwili wszyscy gracze w segmencie rękawic medycznych i ochronnych płyną na pełnych żaglach. Wszyscy mówią o zwiększeniu popytu na rękawice i inne jednorazowe środki ochrony osobistej, ale nikt nie wie, o ile - zauważa Wiesław Żyznowski. - Producenci analizują możliwość zwiększenia mocy wytwórczych. Wybudowanie nowej fabryki trwa od 18 do 24 miesięcy, więc znaczące efekty zwiększonej podaży zobaczymy w ciągu dwóch, trzech lat od teraz. Można powiedzieć, że branża nastawiona jest na skokowy rozwój.

Czytaj także: Eksport i import w czasie i po pandemii: Brazylia, Gruzja, Izrael, Francja, Hongkong i USA

Pomoc państwa dla biznesu

Firmy z grupy Selena skorzystały ze wsparcia państwa w ośmiu krajach świata. Najbardziej obfitej pomocy udzielono im w USA, a potem w Niemczech. Większość krajów postawiła na realne wspieranie utrzymania miejsc pracy.

- Pomoc w Chinach i USA była zorganizowana w sposób najszybszy i najprostszy pod względem dokumentacji. W Europie udzielanie pomocy państwowej cechuje formalizm. Duże firmy sobie z tym radzą, ale małe mogą mieć problemy z wypełnianiem niezbędnych formularzy - mówi Krzysztof Domarecki.

Mercator jako beneficjent sytuacji nie ma potrzeby występować o jakiekolwiek państwowe środki pomocowe. Prezes Żyznowski ma jednak pomysł, jak państwo mogłoby pomóc.

Otóż, w latach 60., 70. i 80. rękawice gumowe produkowano w Europie i w Polsce w wielu miejscach, potem produkcja przeniosła się na inne kontynenty. Dziś jest okazja, żeby to zjawisko odwrócić. Tym lepsza, że Mercator, po wycofaniu się konkurenta, zostanie jedyną firmą w Europie, która się tym zajmuje.

- Byłoby bardzo miło, gdyby rząd podjął z nami - z firmą opartą na polskim kapitale - rozmowy na temat wykorzystania tego unikalnego faktu, że mamy do czynienia z masywnym zwiększeniem popytu na rękawice. Nie wymagamy środków pomocowych, ale wsparcia w ekspansji - powiedział Wiesław Żyznowski.

Zdaniem Krzysztofa Domareckiego, pomoc państwa jest ważna, ale przedsiębiorcy powinni liczyć na własne siły.

- Jeżeli nadejdzie druga fala pandemii, nie będzie drugiej fali pomocy, bo nawet najbogatsze budżety tego nie wytrzymają. Trzeba zacząć radzić sobie z pandemią. Pod tym względem kraje Azji są w znacznie lepszej sytuacji niż europejskie - mówi prezes Seleny. - Europa walczy z pandemią poprzez izolację, jak w średniowieczu, a nie w oparciu o nowoczesne technologie, ponieważ ma mentalny problem z trackingiem obywateli i zastosowaniem Big Data.

Polskie przedsiębiorstwa prowadzące działalność zagraniczną mogą liczyć przede wszystkim na państwowe wsparcie udzielane przez Bank Gospodarstwa Krajowego, Korporację Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych i Polską Agencję Inwestycji i Handlu. Zestaw narzędzi wspierających firmy był dość bogaty jeszcze przed pandemią, dlatego po jej nadejściu dokonano tylko modyfikacji.

- Od maja obserwujemy intensywne próby ożywiania działalności polskich przedsiębiorstw. Nie tylko w kraju, ale także za granicą. Z naszego punktu widzenia aktywność polskich firm na rynkach zagranicznych jest całkiem duża, jeśli chodzi o liczbę transakcji. Jeśli zaś wziąć pod uwagę wolumeny wsparcia, to pierwsze półrocze tego roku jest jeszcze lepsze niż cały 2019 rok, który był do tej pory rekordowy - mówi Robert Kasprzak, dyrektor pionu zarządzania produktami w Banku Gospodarstwa Krajowego

Paradoks jest jednak pozorny. Przedsiębiorstwa w trudnym okresie potrzebowały większego wsparcia.

Dyrektor Kasprzak, zaznaczając, że BGK oferuje tylko pewien zakres wsparcia zaprojektowanego w tarczach antykryzysowych, wymienia jego działania:

- Zmieniliśmy warunki udzielania gwarancji dla małych i średnich przedsiębiorstw, de minimis, wydłużając okres ich obowiązywania. Zwiększyliśmy możliwą wielkość pokrycia finansowania, które chcą uzyskać podmioty, w tym przypadku przede wszystkim finansowania płynnościowego z 60 do 80 proc., a przede wszystkim obniżyliśmy do końca roku opłatę prowizyjną do zera. Od początku marca z gwarancji tych skorzystało 15 tys. przedsiębiorstw. Skala wsparcia jest duża. Wynosi 8 mld zł. Jednocześnie wprowadziliśmy we współpracy z bankami komercyjnymi analogiczne rozwiązanie dla dużych przedsiębiorstw. Na razie jego wykorzystanie szacowane jest na niecałe 2 mld zł, ale spodziewamy się, że w trzecim i czwartym kwartale będą to dziesiątki mld. Wsparcie o charakterze płynnościowym bardzo się przyda, kiedy produkcja zacznie się trwale odbudowywać - mówi Robert Kasprzak. - BGK przygotował też też dużo rozwiązań w oparciu o środki unijne.

Oprócz wsparcia finansowego BGK stara się rozwijać sieć przedstawicielstw. Są już w Brukseli, Frankfurcie, Londynie i Amsterdamie. Mają wspierać polskie firmy, m.in. w przejmowaniu zagranicznych przedsiębiorstw. Jak każdy kryzys, także ten covidowy stwarza do tego okazję.

Zauważa to Tomasz Salomon, zastępca dyrektora Departamentu Handlu i Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Rozwoju. - Ten rok daje szansę na wejście na rynki zagraniczne poniżej kosztów, które brano by pod uwagę rok, dwa lata temu - mówi, zaznaczając, że ambicją ministerstwa jest dywersyfikowanie kierunków polskiego eksportu. Największe kwietniowe tąpnięcia w wymianie towarowej dotyczyły krajów Unii Europejskie, czego nikt się przecież nie spodziewał.

W Ministerstwie Rozwoju pracuje się obecnie nad uelastycznieniem dysponowania środkami unijnymi na promocję gospodarczą. Chodzi o to, że na skutek pandemii zmieniały się terminy imprez targowych, z których bardzo chętnie korzystają polscy przedsiębiorcy. Teraz trzeba kalendarz wydatków dostosować do nowych dat, ale także rynków, których atrakcyjność zależy dziś od stopnia oddziaływania pandemii.

Nową instytucją, którą działa m.in. na rzecz internacjonalizacji polskich firm, jest wyposażony w unijne środki Śląski Fundusz Rozwoju. Powołany latem ub. roku zaledwie kilka chwil po okrzepnięciu musiał się zmierzyć z pandemią. Wszedł w skład Śląskiego Pakietu dla Gospodarki jako jego V filar. W szczycie obostrzeń sanitarnych, 20 kwietnia, uruchomił nabór projektów w ramach instrumentu inwestorskiego wejście kapitałowe, na który przeznaczono 20 mln zł.

- Jesteśmy bardzo skoncentrowani na eksporterach czy też przedsiębiorstwach działających na rynkach międzynarodowych, ale także tych, którzy dopiero planują ich podbój. Nasza polityka inwestycyjna zakłada rozwój przedsięwzięć opartych o model Biznes to Global. Na każdym etapie projektu bardzo zabiegamy o to, aby go rozwijać nie tylko w skali regionalnej, krajowej, ale głównie międzynarodowej. Aktualnie zajmujemy się bardzo ciekawymi projektami z rynku e-mobility, w tym budową fabryki baterii litowo-jonowych. Pandemia utrudniła dostęp do podzespołów potrzebnych do ich wytwarzania. Funduszowi udało się w krócej niż tydzień wynegocjować ich cenę i dostawę - mówi Marcin Wilk, prezes ŚFR.

Na razie Śląski Fundusz Rozwoju zainwestuje 8,7 mln zł w fabrykę baterii do pojazdów, w fabrykę magazynów energii, w fabrykę biomasy. Koinwestorzy dołożą do wybranych projektów 14 mln zł. Łącznie da to 22,7 mln zł.

Szef Funduszu zwraca uwagę, że przy wyborze projektów ważna będzie ich acykliczność, czyli odporność na wahania koniunktury także u ujęciu geograficznym. Produkt trzeba zaprojektować tak, by przy problemach na jednym rynku mógł być łatwo pozycjonowany na innym.

Groźny protekcjonizm

Firmy, które eksportują produkty lub bezpośrednio prowadzą działalność za granicą, boją się protekcjonizmu. Martwią się, że poważnie utrudni im on prowadzanie biznesu. Mecenas Alicja Szczęśniak z Baker McKenzie przypomina, że zjawisko pojawia się na świecie falami. Ostatnia wzbiera już od dłuższego czasu...

- Rzeczywiście, na arenie międzynarodowej widoczne jest zjawisko protekcjonizmu, ale nie wydaje się, żeby było skutkiem pandemii Covid-19. Przesilenie w debacie o kierunkach polityki gospodarczej w Europie (i nie tylko) trwa już od lat. Jego źródeł można doszukiwać się w kryzysie gospodarczym, który wybuchł 2007 r. - mówi Alicja Szczęśniak, prawnik w kancelarii Baker McKenzie. - Protekcjonizm napływa falami wywoływanymi recesją w gospodarce. Tak było w latach 30. i po II wojnie światowej. Później zazwyczaj przychodziła odwilż i otwarcie gospodarek. Pandemia pogłębia jednak trend. Może stać się pretekstem do działań, na które wcześniej rządy by się nie odważyły.

- Elementem, który działa bardzo negatywnie na inwestorów zagranicznych, jest pozbawianie ich podstawowego dotychczas standardu, jaki wynikał z międzypaństowych umów o ochronie inwestycji. Dzięki nim inwestor mógł mieć pewność, że nie będzie traktowany gorzej niż miejscowy przedsiębiorca - zauważa mecenas Szczęśniak.

Dwustronne umowy o ochronie inwestycji (tzw. BIT-y) pojawiły się w latach 70., kiedy po powojennej fali protekcjonizmu doszło do liberalizacji życia gospodarczego. Miały zachęcać kapitał zagraniczny do inwestowania w państwach, które tego potrzebowały. Teraz jednak te porozumienia są wypowiadane.

- BIT-y przewidywały dość wysoki standard ochrony przed wprowadzaniem legislacji skutkującej szkodą dla inwestora, niesłusznymi działaniami urzędów czy dyskryminowaniem firmy - mówi prawniczka z Baker McKenzie. - Oprócz tego dawały możliwość rozpatrywania ewentualnych sporów w relacji państwo-inwestor w arbitrażu. Jest to ważne, gdyż trybunał taki konstruowano tak, by był niezależny od stron postępowania. Uważa się, że rozwiązywanie sporów w arbitrażu jest korzystniejsze dla inwestorów. Nie muszą się obawiać stronniczości sądów powszechnych lub po prostu czasochłonnych zatorów w postępowaniach.
 
Cytaty pochodzą z panelu "Międzynarodowy handel, eksport, ekspansja", jaki odbył się 22 czerwca 2020 r. w ramach EEC Online.

EEC

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.