Narodowość ekonomiczna kapitału jest ważniejsza od paszportu właściciela - mówiła ekspertka firmy Deloitte podczas panelu „Firma polska - czyli jaka” na XVIII Europejskim Kongresie Gospodarczym. Część panelistów przekonywała jednak, że dla polskiej gospodarki ma znaczenie, czy dana firma ma  rodowód rodzimy czy zagraniczny.

  • Uczestnicy debaty zgodzili się, że kapitał zagraniczny wciąż jest istotnym i ważnym elementem polskiego krajobrazu gospodarczego, ale przyszedł czas, by pierwsze skrzypce grały polskie firmy.
  • Przemysław Pokorski z firmy Velux ocenił, że idea local content jest w Polsce fetyszyzowana, z kolei zdaniem Michała Wypychewicza ze spółki ZPUE ta doktryna gospodarcza powinna być programem edukacyjnym promującej polskie towary i usługi.
  • O roli local content w polskiej gospodarce piszemy w najnowszym raporcie WNP Economic Trends "Local content: miliardy na inwestycje. Kto skorzysta?"
  • Marina Dubakina, CEO w IKEA Retail Poland, wskazała, że dla konsumentów istotne jest co dana firma – niezależnie czy krajowa czy zagraniczna – wnosi w życie danej społeczności.

Szymon Reptowski, wiceprezes i dyrektor finansowy Grupy NDI, rozpoczął dyskusję od zaznaczenia, że obecne okoliczności do rozważania narodowości firm są diametralnie inne niż jeszcze w latach 90., gdy nasza gospodarka potrzebowała zagranicznego know-how i kapitału i dopiero uczyła się efektywności pracy.

- Nie deprecjonuję tego, że mamy zagraniczne podmioty w Polsce. One istotnie kontrybuowały do rozwoju naszej gospodarki. Natomiast, jeśli chcemy zrobić kolejny krok cywilizacyjny, to potrzebny jest polski kapitał – przekonywał Reptowski.

Przypomniał, że tylko w 2025 r. z tytułu własności kapitału odpłynęło z Polski 140 mld zł. Przyrównał to do sytuacji Japonii, która ma dodatnie przepływy kapitału ze względu na ogrom japońskich firm zarabiających na rynkach zewnętrznych.

- Narodowość kapitału ma znaczenie. Dzięki temu nie tylko budujemy bezpieczeństwo i możliwość rozwoju firm poza Polską, ale też dajemy szansę, żeby polska gospodarka przeszła transformację, która jest konieczna, bo nasze społeczeństwo się starzeje i będzie mniej produkować - zauważył.

Przemyslaw Pokorski MJ002.jpg Przemyslaw Pokorski MJ002.jpg

„Narodowość ekonomiczna” ważniejsza od paszportu właściciela?

Podobną optykę zaprezentował Michał Wypychewicz, CEO w Koronea Family Office oraz przewodniczący rady nadzorczej spółki ZPUE.

- Jako właściciel polskiej firmy uważam, że kapitał ma narodowość. Kapitał to nie jest „wirtualny duch”, ale pieniądze osób, które mają swoją narodowość – zauważył Wypychewicz.

Jego wypowiedź skontrowała Joanna Świerzyńska, partnerka zarządzającą Deloitte w Polsce, krajach bałtyckich i na Ukrainie, która postawiła tezę, że kapitał faktycznie ma narodowość, ale „niekoniecznie narodowość kapitału jest tożsama z narodowością firmy”.

- O narodowości firmy nie świadczy paszport właściciela, tylko narodowość ekonomiczna, czyli to, gdzie firma buduje trwałą wartość w gospodarce – przekonywała Świerzyńska podczas debaty „Polska firma – czyli jaka” na tegorocznym, XVIII Europejskim Kongresie Gospodarczym.

Z kolei Przemysław Pokorski dyrektor zarządzający firmy Velux na Polskę i Kraje Bałtyckie, uznał, że dyskusja nad tym, czy kapitał ma narodowość „wydaje się zbędna”. Jego zdaniem ważniejsze jest to, skąd pochodzi właściciel i jakie ma zasady działania.

- Są firmy skoncentrowane tylko na zysku i traktują kraje kolonistycznie. Jednak są też firmy, które w swoim DNA mają zakorzenioną kontrybucję w życie społeczne, polityczne i kulturalne dane kraju – przekonywał Pokorski.

Podobną narrację przedstawiła Marina Dubakina, CEO w IKEA Retail Poland.

- Z perspektywy konsumenta zawsze jest ważne, co się wnosi na rynek. Wpływ danej spółki na kraj jest mocno uzależniony od tego, ile spółka wnosi wartości dodanej – zasobów i ludzi – i od tego, jak wpływa na życie społeczne kraju – powiedziała Dubakina.

W ocenie Marcina Chludzińskiego, przewodniczącego Rady Fundacji Centrum Strategii Rozwojowych, o tym, czy kapitał ma narodowość, w dużej mierze decyduje sektor, w którym kapitał pracuje. Dał przykład sektora przemysłowego, w którym kapitał „ma narodowość w wersji hard”.

- Natomiast są też obszary, gdzie tak konserwatywne podejście nie jest konieczne. Ważne, żeby firmy, które działają w Polsce, płaciły u nas podatki, zatrudniały ludzi stąd i inwestowały u nas pieniądze w badania i rozwój. Wtedy narodowość kapitału jest mniej istotna – zauważył Chludziński, który jest też członkiem Rady Gospodarczej przy Prezydencie RP.

Marcin Chludziński i Marina Dubakina podczas panelu. Licencja: PTWP Marcin Chludziński i Marina Dubakina podczas panelu. Licencja: PTWP

Local content jest fetyszyzowany?

Część dyskusji dotyczyła nowej doktryny gospodarczej rządu, czyli local content. Debata odbyła się dzień po otwarciu na terenie Europejskiego Kongresu Gospodarczego specjalnego pawilonu „Local content. Z korzyścią dla Polski”, który ma promować ideę polonizacji zamówień publicznych. W tym kontekście przedstawiciel spółki Velux stwierdził, że temat local content w Polsce „fetyszyzujemy”.

- Zbyt obszernie traktujemy to pojęcie. To nie tylko kwestia biznesu i profitu, jakie firma przynosi, ale też kontrybucji w lokalną społeczność – powiedział Pokorski.

Podkreślił przy tym, że dyskusja nad polonizacją zamówień publicznych powinna być rozpoczęta znacznie wcześniej.

- Obawiam się też dychotomicznego podejścia: wszystko co polskie to dobre, a co nie polskie, to niedobre. To nacjonalizm, a nie local content – przestrzegał dyrektor zarządzający Velux na Polskę i Kraje Bałtyckie.

Uczmy patriotyzmu gospodarczego. Jak we Francji

Przedstawiciel spółki ZPUE powiedział podczas panelu, że idea local content powinna być programem edukacyjnym, tak by przekonywać konsumentów i klientów do wybierania polskich towarów i usług.

- Gdy próbowaliśmy wejść na rynek niemiecki, to tam nie było żadnych barier prawnych. Niemieccy konsumenci wybierają niemieckie produkty, bo chcą. Mają inną mentalność – powiedział Wypychewicz.

Michał Wypychewicz i Joanna Świerzyńska w trakcie debaty na Europejskim Kongresie Gospodarczym. Licencja: PTWP Michał Wypychewicz i Joanna Świerzyńska w trakcie debaty na Europejskim Kongresie Gospodarczym. Licencja: PTWP

Do patriotyzmu gospodarczego nawiązał również Jarosław Bełdowski, pierwszy wiceprezes KredoBanku. Jego zdaniem polskim firmom działającym za granicą zależeć powinno na wspieraniu innych polskich firm obecnych na danym rynku. Podał przykład KredoBanku, który od lat funkcjonuje na Ukrainie.

- Zaskakuje mnie dyskusja na temat patriotyzmu gospodarczego, bo polski przedsiębiorca, jak przekracza granicę polsko-ukraińską, to zapomina, że istnieje tam nasz bank. Mówię o tym trochę gorzko, bo fantastycznie rozmawia się o patriotyzmie gospodarczym, ale kiedy Francuzi wychodzą za granicę, to szukają francuskiego banku, a Niemcy niemieckiego – zaznaczył Bełdowski.

Pierwszy z lewej - Jarosław Bełdowski z KredoBanku. Licencja: PTWP Pierwszy z lewej - Jarosław Bełdowski z KredoBanku. Licencja: PTWP

W Polsce jest miejsce dla każdej firmy

Uczestnicy debaty, prowadzonej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, zgodzili się, że kapitał zagraniczny wciąż jest istotnym i ważnym elementem polskiego krajobrazu gospodarczego.

- Mam przeświadczenie, że kapitał zagraniczny zakorzeniony w danym kraju buduje dobrobyt i bezpieczeństwo tego kraju oraz możliwość ekspansji biznesu poza granice – powiedział Szymon Reptowski z Grupy NDI.

- W polskiej gospodarce jest miejsce dla każdego, kto płaci tu podatki, chce się rozwijać, inwestuje i zatrudnia ludzi. Natomiast państwa, które chcą się jeszcze bardziej rozwijać, muszą wzmacniać swoje podmioty, swój biznes i pomagać im w ekspansji zagranicznej – dodał Marcin Chludziński z Rady Fundacji Centrum Strategii Rozwojowych.

Zobacz zapis wideo debaty „Firma polska – czyli jaka” na EEC 2026:

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie